News

Allegro D-Day - wrażenia ogólne

10.10.2009 - Dąbrówka Kościelna
Raz dałem Lanji się wypowiedzieć i teraz jak mam wrócić do pisania reportaży, to czuję się jak bym zapomniał języka w gębie... Powaga - nie wiem co pisać. Albo inaczej: nie wiem od czego zacząć, a jest naprawdę sporo do opowiadania.
A więc tak... Mieliśmy nadzieję, że jako team będziemy trochę liczniej reprezentowani, natomiast z imprezy parę dni wcześniej wycofał się Cyber, a na miejscu okazało się, że Lesio przyjechał w zasadzie tylko w charakterze szofera Loshy, ponieważ wypadło coś ważnego i szybko musiał wracać do Poznania. Zostaliśmy więc we trzech: Losha, LWolf i ja (czyli Watson), plus jeszcze kilkoro krewnych i znajomych królika. Był m.in. Stahu, który był z nami na ostatniej Dąbrówce, ale on tym razem zasilił szeregi przeciwnej strony konfliktu. Na całe szczęście wbrew prognozom - dopisała nam ładna, bezdeszczowa pogoda.
Ale zacznijmy może od kwestii organizacyjnych. Już z początku nie byliśmy zachwyceni zasadą FPO (Field Paintballs Only), zwłaszcza że wiedzieliśmy, iż naszych ukochanych Meteorków tym razem nie będziemy mogli używać. Przetestowaliśmy kilka typów kulek, ale niestety nie za bardzo nadawały się one do gry na naszym sprzęcie (po raz pierwszy od kilkunastu tysięcy kulek wystrzelanych na BT uświadczyłem ścięcia w lufie...). Tak więc raz na jakiś czas trzeba było sprzęt przeczyścić. Na samym stoisku Fanatixa - jeśli ktoś tylko miał ochotę - była możliwość pogrania w wirtualnego speedballa na PlayStation 3, aczkolwiek po tym jak zobaczyłem jakie baty zebrał LWolf od komputerowego przeciwnika - jakoś odechciało mi się próbować swych sił w tej dziedzinie :P Ponadto od samego początku, gdy dopiero przygotowywaliśmy sprzęt do gry - przyczepili się do nas jacyś jegomoście z kamerą, co by przeprowadzić jakiś "interwju". Jeszcze później parę razy mieliśmy okazję spotkać się z nimi na polu gry.
Przejdźmy jednak do kwestii gry właściwej. Przydzieleni zostaliśmy do "czerwonej" strony konfliktu (i dobrze, bo trudno, żeby Czerwone Wilki miały być żółte :P ) wraz z ekipą NoName. Natomiast wśród przeciwników znalazło się kilka osób z AT1 oraz jednostki z High Huntersów czy WST. Rozgrywki odbywały się na zasadach znanych nam z War Games, czyli specjalności oraz przywileje osób z większą liczbą punktów honoru były jak najbardziej brane pod uwagę. Losha zadebiutował jako medyk, do czego na starcie ciężko było mu się przyzwyczaić.
Początek pierwszego scenariusza był dość ciekawy, ponieważ z każdej ze stron wyłoniono 10 osób, które uniemożliwiały całej reszcie (czyli ok. 90 osobom) strony przeciwnej wejście do gry. O dziwo udało się nam jednak opanować znaczną część pola gry i można chyba powiedzieć, że tu byliśmy górą. Druga rozgrywka (zdobycie 4 flag na polu) była dla nas nie lada zaskoczeniem. Po szybkim zdobyciu 2 flag i zażartej walce o trzecią flagę (przy ratuszu), zostaliśmy ostro zepchnięci do defensywy i w dość niedługim czasie utraciliśmy dwie wcześniej zdobyte flagi na rzecz "żółtych". Totalna klęska. Później było już tylko z górki. Można powiedzieć, że w każdej kolejnej rozgrywce mieliśmy coraz większą przewagę - zwłaszcza, że po raz pierwszy w naszej historii rozgrywek War Games udało się nam w końcu odbić pilota i szczęśliwie dotransportować go do helikoptera, natomiast w tym samym scenariuszu rozgrywanym po zamianie stron "żółci" nawet nie byli w stanie podejść pod fort, w którym pilot był trzymany. Miażdżąca wręcz przewaga została udokumentowana ostatnimi 2 rozgrywkami, w której każda ze stron miała wysadzić 9 ładunków (za pomocą baterii 9V), znajdujących się na obrzeżach wioski. Najpierw "żółci" nie dali rady wysadzić ani jednego ładunku, podczas gdy my w trakcie rozgrywki rewanżowej w zasadzie "wykurzyliśmy" ich z wioski i na przeszkodzie przed odpaleniem ostatnich 3 ładunków stanął nam koniec czasu przeznaczonego na tą rozgrywkę.
Ogólnie rzecz biorąc - chyba obydwie strony miały ogromną frajdę z tej imprezy, chociaż zaserwowaliśmy "żółtym" istną rzeź niewiniątek... Ale tak to jest: raz na wozie, raz pod wozem. Jak za jakiś czas zjawimy się (my, czyli Red Wolves) na War Games Division, to pewnie inne teamy też nam zrobią z d... jesień średniowiecza. Ale wszystko to już jest wkalkulowane w ryzyko zawodowe - grunt to się nie poddawać i zachować ducha walki oraz ducha fair play.
W międzyczasie w ramach obiadu zaserwowano grochówkę, a na wieczór (już po wszystkich rozgrywkach) była świetna kolacja (szaszłyki, kaszanki i inne mięcha, ogóry kiszone, surówki i takie tam...), do tego browar i inne bezalkoholowe trunki za free, losowanie nagród (niestety nikt z nas tym razem się nie załapał) i tańce, hulanki, swawola... Szkoda, że Lanji nie było, bo nawet salsę można było potańczyć - sam się zdziwiłem, jak latino usłyszałem, a że miejsca było naprawdę sporo, to dalybymy radę :P Jakoś w ciągu dnia jeszcze było nawet ciasto, którego ja niestety nawet nie miałem przyjemności zobaczyć - nie mówiąc już o spróbowaniu :(
Kolejny szczegół, który pozytywnie nas zaskoczył, to duża liczba przedstawicielek płci pięknej, które też chciały się postrzelać - dobrze rokuje to na przyszłość i dalszy rozwój paintballa w naszym regionie :) Na pamiątkę zostały nam smycze organizatora, czyli Allegro, sporo wrażeń z akcji na "poligonie" oraz liczne (lub mniej liczne) siniaki. Ci, których zabrakło - naprawdę mają czego żałować...
A oto link do relacji z naszej imprezy mediów gnieźnieńskich, których przedstawiciele od samego początku nam towarzyszyli.



Babska perspektywa (relacja Lanji)

20.09.2009 - Dąbrówka Kościelna
Teraz ja! Czas dać kolegom trochę odpocząć i odrobinkę punkt widzenia w relacjonowaniu zmienić... Dąbrówka super – uczestniczyła w niej część RW (Watson, Losha, Lanja z satelitarnym udziałem Małego Kaprala, Empiego, Staha i tajemniczego Krzysia – pozdrawiamy :)).
Po Platoonie apetyt na pospolite ruszenie tak jakby się troszkę u mnie zaostrzył, dlatego mi osobiście zabrakło drużyn – niestety podobnie jak RW, na tej grze również nielicznie stawili się reprezentanci innych teamów. Duża frekwencja niezrzeszonych i mugoli, co Lewro zresztą podkreślał, jak zwykle w dosadnym stylu, przy szczegółowo omawianych zasadach bezpieczeństwa…Groźba bana na grę powyżej 300 fps nie okazała się z jego strony li i jedynie czczą pogróżką - pojawiło się lotne chrono, za co wielki ukłon z podziękowaniem dla organizatora imprezy (cóż, "dzień bez wślizgu jest dniem straconym", jak mawiali Indianie).
Spora niespodzianka, po raz pierwszy od dłuższego czasu miałam subiektywne wrażenie, że gram po stronie, która faktycznie wygrywa! Niezłe strategie, szybko rozgrywane scenariusze – no i scenariusz Plemiona (z 4 stronami konfliktu), w którym koniecznie trzeba było wziąć udział. Koncepcja Loshy, przyjęta przez resztę Zielonych i wprowadzona w życie pozwoliła nam przemknąć obok wrogich drużyn i praaaawie udałoby się dopaść flagi, gdyby nie odrobinę szybsi Niebiescy...
Podsłuchane: gdy schodziłam z pola moje wielkie gumowe ucho złowiło krótką wypowiedź jednego z zielonych współplemieńców (non-RW jednak): "W końcu czułem, że gramy w jednej drużynie". I o to chodzi, bo przecież już nasi prapraprapradziadowie zakrzykiwali: "Kupą, panowie bracia, kupą!". W końcu szlachectwo zobowiązuje. Nieważne zresztą, przegrani czy wygrani, grunt, żeby się dobrze grało, a zatem team spirit nade wszystko (wybacz mi Watson te propagandowe wstawki, ale to moja relacja ;)).
No i test na posłuszeństwo. Podczas rajdu przez las, gdy w dzikim pędzie gnam za Empim i Kapralem ku fladze, z włosem rozwianym pod maską, dobiega mnie nagle pytanie ze strony starszego stopniem: "Lanja, zostajesz?". Staję jak wryta: Jak to, teraz? Kiedy wiktoria wydaje się już być tak blisko? Po czym słyszę swój głos mówiący: "Jeśli mi każesz, zostanę". Rozkazu nie ma. Uff. Pędzę dalej. Czy zdałam?



Twierdza Szyfrów 2 - podsumowanie

30.08.2009 - Lenartowice (Cegielnia)
Nieczęsto zdarza się, że Red Wolves całą watahą wybierają się do Cegielni w Lenartowicach, by pobawić się w malowanie: i tym razem było nas niewielu (Cyber, Losha, Mike i do tego nasi stali alianci w osobach Małego Kaprala i Empiego), ale za to wrażenia: świetne! O samym głodzie gry świadczy już fakt, że Losha - nie będąc w stanie zabrać się z nikim z Poznania - wybrał się tam pociągiem. A z pociągu na miejsce gry jest jeszcze do przebycia ok. 10 km. Nasz niezmordowany Canis Lupus - został "złapany" na stopa (już po przebyciu 4 km pieszo) przez Małego Kaprala... Sama impreza okazała się naprawdę świetnie zorganizowaną: stacja HP w każdej z baz, lotne chrono, sprawnie przeprowadzane scenariusze. Już po samej odprawie każdy dokładnie wiedział co należy do jego obowiązków. Ogólny poziom graczy okazał się bardzo wysoki, co było bardzo miłym zaskoczeniem. Klimat w jakim odbywała się gra - świetny (muzyczka z filmów wojennych w tle, itp. itd.). Wisienką na torcie okazało się jedzenie, które było naprawdę top-level oraz pamiątkowe menażki, w których zawodnicy otrzymali swoje pożywienie.
Niestety - żeby nie było za dobrze - pomimo dość ostrego chronowania na polu gry, nie obyło się bez przypadku, gdzie prędkość wylotowa kul z jednego z markerów osiągała prędkość 380 fps. Przez co okazało się, że nawet standardowa maska nie stanowi wystarczającego zabezpieczenia przez takimi strzałami... Niektórzy powinni się naprawdę zastanowić zanim w ogóle wezmą się za ten sport: jeździmy na takie imprezy, żeby się bawić, a nie celem skrzywdzenia jak największej liczby przeciwników - zdaje się, że nie o to tutaj chodzi. No ale: świata nie zmienimy, ale zawsze możemy zacząć od siebie ;)



Kolejna dziewczyna zasila szeregi naszego teamu

02.08.2009
Platoon 2 był kolejną z imprez, na których ramię w ramię z Red Wolves walczyła niezmordowana Lanja... Swoją postawą na polu oraz zapałem do gry z pewnością zasłużyła sobie na miejsce w składzie. Mamy nadzieję, że jej postawa w żadnym momencie nie ulegnie zmianie i zawsze będzie nas tak dzielnie wspierać ;) Zobaczymy jak to się dalej potoczy, ale szczerze wszyscy liczymy, że Lanja okaże się silnym punktem naszego teamu.



Platoon 2 - refleksje

01-02.08.2009 - Dąbrówka Kościelna
Impreza, od której dla wielu z nas zaczęła się przygoda z paintballem w wydaniu masowym... Dla niektórych było to w ogóle pierwsze strzelanie w życiu... To było okrągły rok temu. Wpisanie Platoonu na stałe w grafik zapaleńców z W.L.K.P... oraz reszty świata...
That was then... This is now... Mamy już rok 2009, środek lata - opadły emocje po drugiej edycji masowego ogólnopolskiego malowania. Czas na podsumowania. Red Wolves starali się jak mogli, aby być liczącą się siłą na Platoon 2. Była to pierwsza impreza z tej serii, na której stawiliśmy się jako team. Reprezentacja Red Wolves liczyła 7 pełnoprawnych zawodników (Niedźwiedź, Cyber69, Lesio, Losha, Michal.P, Dewdrop oraz Watson) + wsparcie 6 dodatkowych osób (Lanja, Empi, Maly_kapral, Agata, Mikołaj i Simon). Liczyliśmy, że będzie lepiej, ale biorąc pod uwagę fakt, że cały czas staramy się budować solidne fundamenty naszego zespołu - i tak nie było źle.
Sama impreza była o niebo lepsza od ubiegłorocznej. Na jej korzyść z pewnością przemawiała lepsza organizacja wiążąca się z przydziałem konkretnych zadań dla poszczególnych zespołów. Dzięki temu większość z nas dokładnie wiedziała co ma robić. Ponadto zdecydowanie lepiej wyglądało sędziowanie, chociaż akurat w tym aspekcie o poprawę nie było ciężko. No i oczywiście nocne scenario: tym razem (dzięki reflektorowi rzucającemu poświatę na znaczną część pola gry, rozpalonym w kilku miejscach ogniskom oraz środkom pirotechnicznym) rozgrywka miała miejsce w półmroku, a nie tak, jak rok temu, w totalnej ciemni. Jeszcze sporo zostało do dopracowania, aczkolwiek widać znaczny progres. Nie da się ukryć - z nadzieją patrzymy w przyszłość, wyczekując już imprezy pod szyldem: Platoon 3.
Warto wspomnieć też o samej rozgrywce - ponownie podzieleni byliśmy na W.L.K.P. oraz resztę świata... I tym razem nie daliśmy sobie już tak w kaszę dmuchać. Nie był nam straszny żaden "kwiat polskiego paintballa"... Generalnie rzecz ujmując nie zarysowała się jakaś miażdżąca przewaga żadnej ze stron, aczkolwiek chyba jednak W.L.K.P. dała większego czadu ;) Swoją inaugurację miały też wozy opancerzone dwóch teamów: Duchów Wojny (ich słynny "Guziec") oraz NoName. Trzeba przyznać, że robiły wrażenie, natomiast "Guziec" w znaczącym stopniu przysłużył się do przejęcia fortu camo w ostatnim scenariuszu. Niestety nie obyło się bez konfliktów, ale na szczęście wszystko zostało dość szybko zażegnane przez organizatora (w osobie Lewro), który po raz kolejny udowodnił, że jest w niezłym układzie z tym kolesiem u góry... Ale tym razem posmarował chyba zbyt grubo, ponieważ upał jaki panował podczas Platoon 2 był niemalże nie do zniesienia. Jakoś jednak go przeżyliśmy, a więc należy spodziewać się nas w tym samym miejscu, na kolejnej edycji Platoon.



Przerywamy ciszę w eterze

21.07.2009
Przez ostatnie kilkanaście tygodni Red Wolves zmagali się (i nadal się zmagają) z problemami natury wszelakiej - od osobistych, po zdrowotne... Co zrobić? Takie życie. Nie oznacza to, że próżnowaliśmy. Niektórzy z nas bywali na ostatnich imprezach z cyklu War Games, a pozostali próbowali dojść do siebie, aby być w pełni sił, zwarci i gotowi na drugą edycję imprezy pt. Platoon, która to odbędzie się w dniach 1-2 sierpnia. Jak się okazuje - niestety nie wszyscy będą w stanie dotrzeć, aczkolwiek mamy nadzieję, że nasza reprezentacja wsparta przez krewnych i znajomych królika - będzie silna i nie da sobie w kaszę dmuchać. W międzyczasie pojawiła się nowa miejscówka: Lotnisko Kąkolewo w Grodzisku Wielkopolskim, gdzie miały miejsce pierwsze (dwudniowe) manewry taktyczne z prawdziwego zdarzenia.
Przez organizatora Platoonu, czyli Igora (A.K.A. Lewro) zostały przydzielone konkretne zadania dla wszystkich teamów zrzerzonych w W.L.K.P. - tym samym wespół z W.O.L.F.S. SQUADem mamy stanowić wsparcie dla grupy szybkiego reagowania. Mamy ogromną nadzieję, że współpraca będzie się układać tak, jak należy i że wyciągniemy z tej imprezy kolejne - jakże cenne - wnioski.
Tak więc do zobaczenia niebawem w Dąbrówce Kościelnej. Tymczasem, żołnierze. Odmaszerować!



Rogoźno - sequel

10.05.2009 - Rogoźno
Po półtoramiesięcznej przerwie Red Wolves wracają na teren Rogoźna - cały czas ci sami Red Wolves, aczkolwiek w niemalże zupełnie innym składzie niż za pierwszym razem. Z samego rana ciemne chmury i ulewy nie zwiastowały nic dobrego, na szczęście jednak już podczas gry aura okazała się być dla nas bardziej łaskawa. Tym razem Red Wolves reprezentowali: Losha, Mike, Lesio, Argus i Watson, którzy wsparcie mieli w osobach Lanji i Bolenia. Mimo wcześniejszych szumnych zapowiedzi wiele osób nie dojechało, w związku z czym gra wyglądała zupełnie inaczej niż za pierwszym razem, kiedy odwiedzaliśmy Rogoźno. Oczywiście wkradło się trochę chaosu i szukania po polu, jednak tego jeszcze póki co ciężko uniknąć. Poza tym coraz wyraźniej dało się dostrzec oznaki gry zespołowej, nawet - co godne podkreślenia - u Lanji i Bolenia, którzy dopiero drugi raz mieli okazję malować ramię w ramię z Red Wolves. Tym razem, z uwagi na relatywnie niewielką liczbę uczestników wyprawy, mniej było gry stricte taktycznej, a dużo walki "w zwarciu" na pierwszej linii frontu. Poskutkowało to zarówno wielokrotnym wystawieniem się na gęsty ogień krzyżowy ze strony przyczajonych oddziałów przeciwnika i tym samym - z wczesnym zejściem z pola, jak i sporymi stratami w obozie przeciwników. Z początku było ciężko i pierwsze trzy scenariusze ekipa czerwonych (w której byliśmy także i my) dość łatwo przegrała, jednak w późniejszych rozgrywkach gra stała się nieco bardziej wyrównana. Podsumowując, drugi wypad na Rogoźno uznać można za umiarkowanie udany, no i oby tak dalej, to z optymizmem będzie można patrzeć w przyszłość ;)



Pierwsza kobieta w barwach Red Wolves

20.04.2009
Z ogromną przyjemnością w nasze szeregi przyjęliśmy dzisiaj zawodniczkę o nicku Dewdrop. Niejednokrotnie już odowodniła ona, że świetnie gra zespołowo oraz że ma większe "cojones" niż niejeden z dotychczasowych Red Wolvesów ;) Na chwilę obecną jest nas znowu 14 sztuk, a kolejnych kilka osób czai się, by do nas dołączyć. Ciekawe czy do Platoonu będzie nas już 20 sztuk... Ale jak wiadomo - ilość nie zawsze idzie w parze z jakością ;)



Takiej watahy jeszcze nie było

19.04.2009 - Złotniki (Zbrojownia)
Po raz pierwszy w naszej krótkiej historii zdarzyło się, żeby Red Wolves grali ekipą większą niż 15 osób. Godnym odnotowania jest fakt, iż w naszych barwach po raz pierwszy mieli możliwość zagrać Lesio oraz Argus, którzy z różnych powodów nie byli w stanie dojechać na poprzednie zawody. Wraz z członkami Red Wolves zjawiło się wielu mugoli, którzy zapragnęli zagrać u naszego boku. I na tym można by uciąć. Na tym prawie wszystkie pozytywy się kończą... Jasne - pogoda była świetna, no i udało się przeprowadzić pojedyncze udane akcje (niestety najczęściej maksymalnie 3-osobowe). Poza tym wszystkim - dzisiejsza gra była przykładem jak grać nie należy. Może spowodowane było to w znacznej mierze tym, że dużo nowych wśród nas dzisiaj było, a może to, że jeszcze brakuje nam oznakowania. Tak czy inaczej - o tym wypadzie chcemy jak najszybciej zapomnieć, przejść do treningów i do prawdziwej gry zespołowej. Koniec przekazu.



Potężne wsparcie dla osłabionych Red Wolvesów

05.04.2009 - Dąbrówka Kościelna
Po ponad dwumiesięcznej przerwie wróciliśmy na teren, na którym niebawem odbędzie się kolejna edycja Platoonu. Red Wolves osłabieni brakiem ponad połowy zawodników: Zu7ka, Cybera, Watsona, Lesia, Argusa, Gnashera, Amstafffa, Empiego oraz Michala.P wybrali się tam ze wsparciem w postaci dodatkowych sześciu osób (Poziom, Karolina, Kisiel, Bob, Mijagi i Foka), spośród których może uda się wyłowić jakieś zdolne czerwonawe wilczki... To był dobry dzień na łowy dla wilków. W związku z liczną reprezentacją drużyna Red Wolves była dużą siłą na polu tego dnia. Wyznaczane drużynie cele wypełniane były skutecznie i do końca, a sam team wpływał wielokrotnie na przebieg poszczególnych rozgrywek. Wyszliszmy z tej imprezy obronną łapą i dzięki niej rozpoznaliśmy nowe sposoby prowadzenia rozgrywek (bezcenne doświadczenie). Ponadto przypuszczalnie wzbogacimy się niedługo o kolejnych wartościowych graczy!



Jednoosobowa reprezentacja Red Wolves podbija Mazowsze

04.04.2009 - Wesoła pod Warszawą
Z ogromnym rozmachem przygotowana impreza na ponad 600 osób przyciągnęła kilkunastu członków W.L.K.P., w tym także jednego z założycieli Red Wolves - Zu7ka. Niestety z różnych przyczyn był on jedynym Czerwonym Wilkiem na tej imprezie podczas, gdy reszta musi obejść się smakiem. Z relacji Zu7ka oraz pozostałych reprezentantów W.L.K.P. wynika, że zabawa była naprawdę świetna i że ci, którzy nie dotarli mają czego żałować. Zaiste - żałujemy i to bardzo. Mamy nadzieję, że większa część watahy da radę wybrać się tam za rok i zagrać coś konkretnego. Póki co - z większych imprez pozostaje nam jedynie czekać na Platoon 2, który odbędzie się już na początku sierpnia w Dąbrówce Kościelnej (no chyba, że po drodze pojawi się jeszcze jakaś ciekawa opcja).



Nowa miejscówka na powitanie wiosny

22.03.2009 - Rogoźno
W końcu! Dzisiaj odbył się chrzest nowej, od dawna wyczekiwanej miejscówki, jaką wyczaił nasz Ojciec Lewrator. Teren świetny, bardzo zróżnicowany, kilka mniejszych i większych budynków też jest... Owszem - zaobserwowaliśmy kilka mankamentów: słabo zabezpieczone doły, do których nikt by raczej wpaść nie chciał, oraz strasznie daleko rozmieszczone HQ (co idzie przecież łatwo zmienić). Nie zmienia to faktu, że teren sam w sobie jest naprawdę super - przypomina trochę Zbrojownię, aczkolwiek trudno stwierdzić, czy jest od niej lepszy - jest po prostu inny. A ponadto - chociaż dzisiejsza impreza była przeznaczona dla 150 osób, stwierdziliśmy, że można tam robić wypady 250-, a nawet 300-osobowe (zobaczymy czy możliwość ta będzie w przyszłości brana pod uwagę). Natomiast dzisiejszą wyprawę można udać za w miarę udaną, chociaż pogoda niezbyt nam dopisała... Nie takiej wiosny wszyscy się spodziewali. Nowe scenariusze wynagrodziły nam jednak te niedogodności i tak "Desant" (od strony jeziorka) oraz "Lądowisko" były dość ciekawie pomyślane, natomiast zamiast "Terminatora" można było się wyżyć wypluwając hektolitry farby w scenariuszu zatytułowanym "Ulice w ogniu", w którym to w skupisku budynków rozmieszczone były obie strony konfliktu - tak więc dystans dzielący nas był niewielki. Wataha znowu miała bardzo silną reprezentację: Zu7ek, Cyber, Maly_kapral, Niedźwiedź, LWolf, Michal.P, Losha oraz Watson (który świetnie wpasował się w rolę medyka). Ponadto naszą drużynę wspierali: Alban, Dewdrop, Warhammer oraz Poziom. Czyli jak by nie spojrzeć, kolejną imprezkę możemy dopisać po stronie tych udanych.



Samotny Czerwony Wilk

15.03.2009 - Pleszew (Cegielnia).
Tym razem króciutka relacja z Pleszewa. Nie będzie zbytnio co opowiadać, ponieważ z całej naszej watachy, jedyną osobą jaka tam dotarła, był najnowszy z Red Wolvesów, czyli Mike. Sama miejscówka po prostu zniewala naprawdę świetne miejsce do gry i treningów walki w zurbanizowanym terenie. Organizacja była taka sobie - niestety włącznie z niedopilnowaniem zakładania barrel-bagów (a jak kilku z nas doskonale pamięta - na ostatniej imprezie na Zbrojowni o mały włos doszłoby do tragedii, gdyby nie zatyczka na lufie Empiego). Mike do gry podczepił się na kilka scenariuszy do Adventure Team i - jak twierdzi - mamy co nadganiać! Wiadomo - obecnie to jesteśmy raczej bardziej zieloni niż czerwoni, ale wierzymy, że z upływem czasu ulegnie to diametralnej zmianie. Ale czyż nie o to właśnie chodzi, żeby stworzyć drużynę od podstaw i uczyć się samemu na własnych błędach? Podsumowując - pomimo przeciętnej organizacji (m.in. niejasności odnośnie tego, o co biega w scenariuszach oraz wspomniane barrel-bagi), wyprawa do Pleszewa uznana została przez Mike'a za mega udaną i pouczającą, a wszyscy nieobecni już zacierają ręce na kolejną imprezę w tamtych rejonach.



Czternasta sztuka w naszej watasze

10.03.2009
Do grona żądnych zniszczenia Red Wolvesów przyjęliśmy dzisiaj zawodnika o pseudonimie Mike wraz z jego wiernym BT4-ERC :) Brał on już udział w kilku imprezach z cyklu War Games, więc nie jest to kompletny newbie. Poza tym mieliśmy okazję grać ramię w ramię na ostatniej imprezie w Złotnikach, a że współpraca układała się wzorcowo - nie było za bardzo nad czym się zastanawiać, w związku z czym postanowiliśmy powitać nowego w naszych szeregach.



Malowanko w Dzień Kobiet

08.03.2009 - Złotniki (Zbrojownia).
Kolejna niedziela i kolejne wyborne malowanko za nami. Ponownie świetny teren Zbrojowni w Złotnikach. Dzień nie byle jaki, bo Święto Kobiet, a i pogoda nie pozostawiała wiele do życzenia. Tym razem wybraliśmy się tam watahą 8 sztuk. Zabrakło: Zu7ka, Gnashera, Amstafffa, Lesia i Argusa. Jednakże mieliśmy wsparcie 5 nowych osób, w postaci Albana, Dany, Mike'a (kandydatów do naszego teamu) oraz Lanji i Bigera. O wysoki poziom rozgrywek oraz ciekawe scenariusze jak zwykle postarał się Ojciec Dyrektor, czyli Lewro. Naprawdę tym razem można było dać upust wszelkim negatywnym emocjom i porządnie się wyżyć. Celowi temu służyć miał przede wszystkim scenariusz rozegrany pod koniec dnia - a mianowicie: "Terminator" (jedynie trafienie w głowę powodowało konieczność zejścia z pola bitwy - wszystkie inne splaty nie miały znaczenia). Z innych ciekawych rozgrywek mocno zapadł wszystkim w pamięć "Delta Force". Misja prawie awykonalna, a jednak team Delta, w którym byli Red Wolves (oraz znaczna część innych teamów), podołał temu zadaniu. Ponadto "Hospital" - jak zwykle ciekawy przebieg, ale pewnie głównie z uwagi na obecność sędziego w odblaskowym wdzianku biegającego cały czas za pilotem (czyli tym razem watsonem) spowodowała, że plan spalił na panewce i cała obstawa (a na końcu i sam pilot) zostali zlikwidowani. Jak dotąd jeszcze chyba żadnej drużynie w historii WG nie udało się przeprowadzić pilota do celu. Ale Red Wolves znajdą na to sposób ;)



Zabawy na śniegu

18.01.2009 - Dąbrówka Kościelna.
Chociaż kolejne malowanie zapowiadało się naprawdę świetnie, to z uwagi na problemy sprzętowe - wielu z nas chciałoby o tej imprezie jak najszybciej zapomnieć. I to posłuszeństwa odmawiały najczęściej nie jakieś pompki, ale nasze ukochane BTDE... Szkoda gadać. Poza tym - było naprawdę fajnie: na imprezę stawiło się ok. 60 osób, a nasza wataha była chyba najsilniej reprezentowanym teamem (w liczbie 10 sztuk). Zabrakło jedynie lesia, argusa i LWolfa. Ciekawe scenariusze i jeszcze ciekawsze pojedynki Zu7ka i Watsona w starciu z Lewro (Adventure Team), którego nie sposób było nie odróżnić od reszty (jako jeden z niewielu miał ładne, śnieżno-białe wdzianko ;)) spowodowały, że pomimo nienajlepszych nastrojów związanych ze sprzętem - niniejszy wypad do Dąbrówki można było zaliczyć do w miarę udanych.



Pierwsze wspólne malowanie jako Red Wolves

04.01.2009 - Złotniki (Zbrojownia).
Czerwone Wilki przywitały nowy rok. Zagraliśmy razem kilka scenariuszy, w tym także "The Lord Of The Rings", który swoją premierę miał na ostatnim malowaniu w 2008 roku. I chociaż nasza reprezentacja na tej imprezie nie była zbyt liczna, to Ci, którzy na niej byli uznali tą imprezę za jedną z najlepszych wypraw z cyklu War Games. Niewielka była też grupa twardzieli z innych teamów, którzy po (zapewne ostro zakrapianym) Sylwestrze dali radę dojść do siebie i przyjechać na to malowanko. Łącznie zjawiło się ok. 60-70 osób., a ci, którzy odpuścili mają czego żałować... Świetnie układała się współpraca naszej ekipy, mającej dodatkowe wsparcie ze strony zawodniczki o pseudonimie Warhammer, z teamem Bad Boys, co - mamy nadzieję - w przyszłości będzie postępować...





News - archiwum